Kończy się rok, zbliżają święta.

W zeszłym roku pisałem o ataku Świętych Mikołajów, którzy maltretowali nasze zmysły ponad granicę ludzkiej odporności. Nie wiem, czy to tylko osobiste odczucie ale w tym roku jest jakoś inaczej, jakoś mniej Mikołajów i reniferów.

Składam to na karb końca świata,

Trzeba było chwilę poczekać by ktoś odważył się wykorzystać ten motyw w kampanii reklamowej. W końcu się stało. Pomysł wykorzystano jednak nie w najlotniejszy sposób. Mnie w każdym razie nie przekonuje, mało tego

dosadność i prymitywizm oraz obrzydliwa nachalność naruszają poczucie dobrego smaku. Zamiast żartu otrzymujemy obrzydliwą papkę. Przypomnę też autorowi (choć zapewne zupełnie co innego miał na myśli), że skoro nadchodzi koniec świata to po co kupować urządzenia AGD?!

Radę dała Toyota, odwołała koniec świata i wytłumaczyła dlaczego. Proste, zabawne i myślę, że skuteczne.

Też mieliśmy swój pomysł na koniec świata, ciut może hedonistyczny i nakłaniający do rozpusty ale jednak z poczuciem pewnego dystansu. Reklama dotyczyła piwa o smaku tequili o nazwie Tikal jako alternatywy dla Desperadosa. Mimo, iż etykieta wygrała konkurs (dostaliśmy pierwszą nagrodę) nigdy nie wdrożono jej do produkcji. Widać właścicielowi marki nie starczyło odwagi by wejść na rynek z marką Premium i zdecydował się „ściągnąć” markę do poziomu dyskontu. Weszło na rynek coś, czego określić się bliżej nie da, bez marketingowego wyrazu. A mogło być tak pięknie!

„Tikal, piwo na koniec świata i na potem”.

Piwo miało się pojawić w ciekawym anturażu  nawiązującym do świata Inków i Azteków zachęcającym do spróbowania czegoś nowego i odmiennego, czegoś o czym będzie warto pamiętać 21 grudnia i chwilę potem.

Nie przeszło. Szkoda.

Przez kolejny sezon produkowaliśmy gwiazdki, śnieżynki, choinki i renifery. Co tam, oszukamy koniec świata i spróbujemy w kolejnym roku zrobić coś naprawdę zabawnego.

zobacz wszystkie